Newsy i Wydarzenia

26 - 27 września 2014: Trzeci Śląski Paganfest, Katowice

23 - 24 sierpnia 2014: Konferencja "Duchowa alchemia" z udziałem V. Crowley i in, Kraków

nieregularnie: Spotkania wiccańskie w Gdyni

nieregularnie: Spotkania wiccan i przyjaciół w Warszawie

zobacz wszystkie »

Nowości na stronie

13 sierpnia 2014 Dodana lektura po angielsku oraz usunięte niedziałające linki

8 sierpnia 2014 Dodany program Paganfestu

23 lipca 2014 Dodane wydarzenie

29 czerwca 2014 Nowe kategorie, dodana lektura po angielsku

10 maja 2014 Dodana nowa lektura po polsku, porządek w lekturach po polsku, różne drobne poprawki

zobacz wszystkie »

Rozstaje

Szyby samochodu zakochanych, którzy tu przyjeżdżają, są zaparowane od środka. Niedaleko papierosy palą ludzie, zbierający się nie wiadomo po co i na co. Schizofrenik wiesza obrazy na gałęziach drzew, a ekshibicjonista czai się w pobliżu.

Zbiegają się tu dwie drogi. Jedna prowadzi przez pole wzdłuż nasypu do nowego osiedla domków jednorodzinnych, które nie dorobiło się jeszcze utwardzonego dojścia, sklepu i ulicy. Druga droga dołącza do pierwszej tuż przed podmiejską stacją kolejową i prowadzi przez zdziczałe działki do ulicy istniejącej co prawda na mapie, ale też gruntowej. Mieszają się na niej upadające zakłady produkcyjne i znane na rynku firmy, ulokowane w nowych willach. Stacja kolejowa wypluwa regularnie ludzi, spieszących do pracy do jednych i drugich. Zakochani, ekshibicjonista i schizofrenik obserwują to codziennie, ale nie mieszają się w sprawy żywych.  Czasem na rozstajach zakopuje coś czarownica.

Kiedy idę w ciemnościach na moje rozstaje, mijam dziwnych ludzi stojących pod drzewami i palących czerwone papierosy jak konstelacja zbłąkanych gwiazd. Myślę sobie wtedy, jak przez tysiące lat nic się nie zmieniło. Rozdroża wciąż gromadzą dziwadła, a ludzie wciąż boją się tego samego. Istnieje bieda, zakazana miłość, zbrodnia, perwersja, grzeszki i uraza. Są uciskani, których coś wygania w byłe ogródki działkowe przy rozstajach. Wciąż jesteśmy my, czarownice, i zakopujemy coś na rozstajach dróg.

Ostatnimi czasy nasz obraz uległ wybieleniu. Dużo słyszę i tym, jak to czarownice nikogo nie krzywdzą, i o prawie trójpowrotu. Jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy normalną pracę i w ogóle nie różnimy się od innych. A jeśli w ogóle, to na plus: zapachem patchouli.

Dzisiaj czarownice i chciałyby, i boją się. Gdzie przekraczanie granic? Gdzie oko traszki i krew nietoperza? MIt czarownicy to mit o ludziach słabych, upośledzonych i wykluczonych. Czarownice w “Aradii” to niewolnicy, trujący swoich panów. W “Czarownicy” Michelet maluje poetycki obraz kobiety uciśnionej, która w rozpaczy zwraca się do szatana po pomoc. Łagodna zielarka zmienia się w istotę na wpół szaloną, groźną i żałosną. Zastanawia mnie, na ile magia nadal jest siłą ludzi słabych.

Czego ludzie najczęściej chcą od czarownicy? Magii miłosnej. Podejrzewam, że od miłosnych uroków często zaczynają praktykę ci z nas, którzy nie proszą innych o pomoc. Magia miłosna jest narzędziem słabych. Osoby pewne siebie i swojej atrakcyjności próbują do skutku i dopinają swego. A ci, co boją się odrzucenia, rzucają uroki za plecami. Tak oto rekompensują sobie braki, jak czarownice Micheleta.

Kto braków nie ma, a nawet ma nadmiar, ten nie potrzebuje czarów. Tu właśnie widzę pewną szansę dla wszelkich dziwaków, które ciągnie do wicca: kto poradzi sobie z własnymi brakami, temu już nic nie straszne. Poznanie własnych problemów, spojrzenie w lustro,  zdanie sobie sprawy, że nie jestem idealna; potem przełamywanie barier, próby, próby za próbami, budowanie wiary w siebie i uznanie własnych ograniczeń - to buduje charakter. Spotykam to, czego się boję, i to gorsze - to, co sprawia mi przyjemność.  I tak dziwadło przestaje być czymś, co próbuje magią oszukać rzeczywistość. Teraz dziwadło nie oszukuje siebie. Kształtuje swoją rzeczywistość. Potem zaczyna mierzyć się ze sprawami, które ludziom mającym na starcie handicapy nie przychodzą do głowy. Czarownica staje się magiem.

Rozstaje są w każdym z nas. Tu słabość spotyka siłę. Tu rozum mierzy się z sercem. Sami oddzielamy w sobie to, co nazywamy złem, od tego, co nazywamy dobrem, i sami jesteśmy swoim krzyżem. Ale na krzyżu historia się nie kończy - opowiadamy ją dalej, myśląc o nieśmiertelności.

Kiedy idę na stacje kolejową, mijam czerwone ogniki papierosów ludzi stojących w krzaczorach i uznaję, że iskra boskości jest w każdym z nas, dążących na rozstaje.